Trzęsąc się niekontrolowanie na wózku inwalidzkim na zamarzniętym ganku, z moim świeżo unieruchomionym biodrem krzyczącym pod koszulą nocną, patrzyłam, jak synowa zrzuca mój parujący obiad na podłogę. Złapała mnie za kołnierz i syknęła: „Jutro idziesz do najtańszego państwowego azylu, jaki znajdę, ty żałosny stary gnoju”. Uśmiechnęłam się. Nie wiedziała, że akt własności willi został już przeniesiony – na szefa rosyjskiej mafii, któremu była winna dwa miliony dolarów.
Zupa rozprysła się na podłodze werandy niczym krew, parując na lodzie. Siedziałam drżąc na wózku inwalidzkim, a moje nowe metalowe…