To były ślady po goleniu ołówkiem, stary wosk do podłóg i kwaśny środek czyszczący o smaku cytryny, którego woźni używali w każdy piątek, ale jakimś cudem nigdy go nie spłukiwali. Mój policzek był przyciśnięty do zimnych płytek obok trzeciego rzędu ławek i z miejsca, w którym leżałam, klasa nie wyglądała tak, jak wtedy, gdy siedziałam wyprostowana.
Pierwszą rzeczą, jaką pamiętam po upadku na podłogę, był zapach. Bez strachu. Bez paniki. Nawet bez bólu. To były ślady…